Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Użytkowników Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 991
Najnowszy Użytkownik: tukam
Reklama
Tortury - Średniowieczne urządzenia do wykonywania kar
SZUBIENICA

Najpowszechniejszą formą wykonania kary śmierci od czasów średniowiecza, aż po nowożytność było ścięcie mieczem lub powieszenie na szubienicy. Ścięcie, w odróżnieniu od powieszenia, było uważane za karę honorową nie przynoszącą zniesławienia, utraty czci i honoru. Natomiast kara śmierci przez powieszenie, sklasyfikowano jako "karę złodziejską", pozbawiającą skazanego honoru i dobrego imienia, jak i jego najbliższych. Zarezerwowano ją głównie dla przestępców popełniających wykroczenia przeciwko własności prywatnej, czyli kradzież (dużą) lub w wielokrotnym wymiarze, rozbój, bunt i zdradę przeciwko panującemu lub państwu. Orzekano ją wyłącznie w stosunku do mężczyzn, natomiast kobiety za podobne przestępstwa ścinano, topiono lub zakopywano żywcem w ziemi.

Jako dodatkowy element prewencyjny pozostawiano na szubienicy zwłoki powieszonych, najczęściej do następnych egzekucji, lub "aż zgniją ścięgna i rozluźnią się spojenia kości". Praktykowano także obostrzenie "kary złodziejskiej" w stosunku do sprawców ciężkich przestępstw poprzez wieszanie na najwyższej albo zewnętrznej belce szubienicy. Również przed wykonaniem wyroku skazanego można było poddać dodatkowym represjom, np. szarpać szczypcami, wlec końmi na miejsce egzekucji, wychłostać pod pręgierzem, itp.

Sama inwestycja budowlana oprócz stosownego przywileju prawnego dającego możliwość orzekania najwyższego wymiaru kary, wiązała się z poniesieniem niemałych kosztów. Miasta budujące lub remontujące szubienicę, oprócz zakupu odpowiedniej ilości materiałów budowlanych potrzebnych do zrealizowania inwestycji musiały zatrudniać całe cechy rzemieślinicze (kowali, cieśli, murarzy, kamieniarzy, powroźników, itd). Przeświadczone one były bowiem w zabobonnej tradycji, iż wszelkie prace przy szubienicy przynoszą hańbę dla pracujących, jak i ich rodzin. Dodatkowo powszechną praktyką było zobowiązywanie władz danego miasta do wykonania pierwszej, często symbolicznej czynności przed rozpoczęciem właściwych prac.

Opis takiego remontu opisują nam kroniki Bolkowa: "Dnia 14 czerwca 1688 roku przeprowadzono remont szubienicy, w którym uczestniczyli wszyscy miejscy rzemieślnicy, wraz z ławnikami i wójtem. Zanim przystąpiono do naprawy szubienicy zgromadzeni przedstawiciele miasta zobowiązani zostali do do wykonania pierwszej czynności remontowej. Wójt miejski i każdy z ławników musiał uderzyć trzy razy w ścianę obiektu młotkiem podanym przez mistrza murarskiego, oraz położyć trzy kielnie zaprawy murarskiej. Tutejszy sąd również został zobligowany do powyższej czynności, którą wykonał na stojących obok szubienicy drabinach egzekucyjnych. Po wykonaniu przez cechy wszelkich prac uroczyście obiekt przekazano w ręce przybyłego kata".

Najprostszą w wykonaniu formą szubienicy była klasyczna kolankowa (niem. Kniegalgen). Wznoszono również konstrukcje o dwóch, trzech, czterech i więcej słupach szubienicznych. Jednak najpowszechniejszą formą na jaką decydowały się śląskie miasta był typ szubienicy studniowej. Jego rozpowszechnienie obserwujemy głównie od początków XVI wieku. Szubienicę studniową wykonywano najczęściej w formie cylindrycznej lub czworokątnej studni, na której koronie umieszczano trzy lub cztery kamienne, albo drewniane słupy(filary) stanowiące podporę dla belek egzekucyjnych, do których przytwierdzano stryczki. Forma takiej budowli zapewniała jej trwałość i funkcjonalność. Często taka studnia posiadała otwór wejściowy, który był zamykany solidnymi drzwiami. Ich rozmiary były różne: przecietnie średnica wynosiła od 350 do 650 cm, wysokość studni wraz ze słupami osiągała około 700 cm.

Do dziś na Dolnym Śląsku zachowało się aż sześć kamiennych szubienic w miejscowościach: Kąty Wrocławskie, Lipa, Mościsko, Ścięgny, Wojcieszów, Złotniki Lubańskie. Stanowi to niewątpliwie ewenement w skali całego kraju, ponieważ tylko jeszcze jeden obiekt tego typu znajduje się w miejscowości Trzebiel (województwo lubuskie). Jednak stan zachowanych tych szubienic jest fatalny, a ruiny wymagają natychmiastowego zabezpieczenia. Relikty wszystkich wymienionych obiektów założono na planie koła, a w przypadku Kątów Wrocławskich i Mościska po szubienicach zachowały się tylko same fundamenty. Natomiast po wielu istniejących w przeszłości śląskich szubienicach zachowały się jedynie wzmianki w kronikach miejskich i nazwy wzniesień, na których je postawiono. Po owych miejscach przetrwały tylko dźwięcznie brzmiące nazwy w postaci: Szubieniczna Góra, Straconka, Wisielcza Góra, Szubienicznik, w niemieckim odpowiedniku Galgenberg.

KUNA

Kuna to metalowa obręcz przytwierdzona bezpośrednio krótszym lub dłuższym łańcuchem do pręgierza, ścian ratusza, kościoła, czy zamku. Obejmę to zakładano na szyję przestępcy skazanego przez sąd na karę wystawienia na widok publiczny. Najczęściej poprzez zastosowanie łańcucha, który niwelował różnice występujące we wzroście skazańców kuna pozwalała na odbywanie kary przez stojąco. Trafiali w jej metalowy "uścisk" najczęściej w dni targowe lub podczas świąt kościelnych drobni przestępcy. Zamknięci w kunie stawali się przedmiotem drwin, czy obelżywych wyzwisk. Dla czytelności popełnionego przez nich czynu wystawiano obok siedzących w kunie dowody popełnionego przestępstwa. W przypadku złodziejaszków mogły to być przedmioty pochodzące z kradzieży. Natomiast nierządnice ozdabiano symbolicznym wiankiem lub nakazywano jej trzymać przez czas trwania kary w rękach zapaloną świecę. Przykładowo w kwietniu 1611 roku w Strzelinie w objęciach kuny zamknięto na trzy godziny piękną Rosinę Falckners, którą przyłapano na utrzymywaniu stosunków fizycznych z piekarzem.

Dodatkowo dla ośmieszenia i pohańbienia stojących w kunie zakładano im przeróżne wymyślne maski hańciące. Potęgowały one wymiar zasądzonej kary poddając unieruchomionego metalową obręczą dodatkowemu ośmieszeniu ze strony przechodniów.

Do dziś kilka zachowanych kun możemy podziwiać na ścianach samych kościołów lub w ich sąsiedztwie. Przykładowo obiekty tego typu znajdziemy w Przecławicach i Żórawinie koło Wrocławia, a także na ścianach wrocławskiego ratusza. Podobne urządzenia zostały wmontowane przy kościele Mariackim w Krakowie, oraz w Przedborzu koło Radomska, a także na budynku Muzeum Diecezjalnym w Płocku. Interesujący przykład stanowi tutaj kuna zlokalizowana na ścianie kościoła św. Piotra i Pawła w Görlitz (Niemcy). Nad nią na znacznej wysokości wykonano w kamiennym bloku wizerunek przedstawiający małpę i świnię, czyli zwierząt uważane za nieczyste.

PRĘGIERZ

Pręgierz to urządzenie stałe w kształcie słupa lub kolumny służące do wykonywania przy nim kary wystawienia na widok publiczny, chłosty, piętnowania, obcinania członków. Wykonywano je najczęściej z kamienia, chociaż niejednokrotnie wznoszono pręgierze drewniane, czy murowane, np. cegły.

Wystawienie pręgierza leżało w zasadzie w uprawnieniach władcy i to on wraz z przekazaniem danemu ośrodkowi prawa karania kryminalnego przyznawał możliwość wykonania stosownego urządzenia. Najczęściej "słup hańby" lokalizowano na rynku przed ratuszem. Jego wystawieniu towarzyszyła podobna ceremonia co podczas remontu lub budowy szubienicy. Nikt bowiem z zatrudnianych rzemieślników nie chciał osobiście i w pojedynkę brać udziału w tym hańbiącym zajęciu. Dlatego też dany ośrodek starający się o wystawienie pręgierza był zmuszony zobowiązać wielu, niejednokrotnie wszystkich rzemieślników z cechów ślusarzy, cieśli, murarzy, kowali, kamieniarzy, itp. Po zakończeniu stosownych prac podobnie jak przy szubienicy, dany obiekt przekazywano uroczyście w ręce przybyłego kata.

Pod miejski pręgierz można było trafić z wielu powodów. Najczęściej skazywano na karę stania w dni targowe przy "słupie hańby" za wszelkiego rodzaju drobne kradzieże, naruszanie obyczajów, fałszerstwa, obniżanie jakości lub zawyżanie cen sprzedawanych produktów. Dodatkowo stojącego skazańca obwieszano lub w jego sąsiedztwie ustawiano przedmioty, które ukradł, np. drobne monety, nieświeże mięso, czy ryby, owoce, a nawet żywe zwierzęta. Przykładowo 23 sierpnia 1629 roku we Wrocławiu pod pręgierzem postawiono złodzieja owoców. Na jego szyi kat zawiesił sznur z przewleczonymi jabłkami i gruszkami, jako przedmiotami, których kradzieży się dopuscił.

Miejski pręgierz był również świadkiem kary chłosty. Liczbę uderzeń rózgą przeważnie określał szczegółowo wyrok sądowy. Do jego egzekwowaniem zajmował się kat lub jego pomocnicy. W 1666 roku w Strzelinie pewien osobnik za złamanie kilku świętych przykazań został ukarany ośmioma razami rózgą. Najczęściej po wykonaniu kary chłosty przestępca zostawał wydalany z miasta, a nawet z danego kraju bez prawa powrotu pod rygorem najwyższego wymiaru kary. Można się tutaj posłużyć interesującym przykładem, który wydarzył się w 1713 roku w Bolkowie. Zatrzymano wówczas na kradzieży 16-letniego chłopca o nazwisku Hader, pochodzącego z Czech. Miał on połasić się na pieniądze i kosztowności. Według wyroku sądu w Pradze, został on ze stryczkiem, który zawinięto mu dookoła szyi przyprowadzony pod miejski pręgierz, gdzie musiał stać przez określony czas. Następnie wychłostano go 15 uderzeniami rózgi i wydalono z kraju. Ten sam po pięciu latach powrócił do Bolkowa, a ponieważ na nowo przyłapano go na kradzieży, tym razem został skazany na powieszenie, co wykonano na bolkowskiej szubienicy.

Na Dolnym Śląsku do dziś możemy oglądać niewiele tych interesujących zabytków dawnego wymiaru sprawiedliwości, biorąc pod uwagę fakt, że aż do końca XVIII wieku większość miast i miasteczek, a także wiele wsi posiadały swoje "słupy hańby", przy których egzekowano postanowienia sądowe. Przykładowo dziś możemy oglądać pręgierz w Bystrzycy Kłodzkiej, Gościszowie koło Nowogrodźca, Kostomłotach koło Kątów Wrocławskich, Krzeszowie koło Kamiennej Góry, Lądku Zdrój, Lubomierzu, Lwówku Śląskim, Kłodzku (przeniesione fragmenty z Wojborza i Korytowa), Miłkowie, Oławie, Rogowie Sobóckim koło Sobótki, Sobieszowie(zamek Chojnik), Sobótce, Szczytnej, Śmiałowicach koło Świdnicy, Tyńcu nad Ślężą koło Wrocławia, Wrocławiu, czy Żórawinie.

"PICIE Z BUTELKI KATA", CZYLI KAMIENIE HAŃBIĄCE

Karę noszenia kamieni hańbiących stosowano od XIII do XVIII wieku. Skazywano na nią przede wszystkim kłótliwe i obrzucające się wyzwiskami miejskie przekupki. Jednak niejednokrotnie stosowano ją wobec niewiernych niewiast, czy prostytutek.

Samo wykonanie kary polegało na noszeniu na szyi przez określony czas jednego lub dwóch kamieni połączonych ze sobą łańcuchem. Najczęściej egzekwowano ją w dni targowe, a skazani poruszali się dookoła ratusza. Każdy z kamieni hańbiących posiadał określoną wagę, najczęściej nie przekraczającą 15 kg. Nadawano im również przeróżne kształty. Przyozdabiano je niejednokrotnie płaskorzeźbami twarzy kobiecych, często zdeformowanych, lub w odstraszającym grymasie. Inne przedstawiały psa, świnię, czy stosowanego wobec prostytutek i cudzołożnic kamienia wykonanego w formie... penisa. Często również kształt kamienia hańbiącego przypominał butelkę. Wówczas noszących go nieszczęśników określano jako "pijących z butelki kata".
KLATKA BŁAZNÓW
Klatki "błaznów" składały się z metalowej konstrukcji podobnej do obecnych klatek dla ptaków, lecz znacznie większych rozmiarów dających dzięki temu możliwość pomieszczenia kilku osób jednocześnie. Wystawiano je w miejscach publicznych, najczęściej na rynkach, aby mogły skutecznie służyć wymiarowi sprawiedliwości. Obiekty te wykorzystywano do wykonywania kary na honorze, poprzez wystawienie skazańca na widok publiczny celem ośmieszenia. Spotykało się również klatki, których konstrukcje były ruchome, co umożliwiało wykonywanie nimi wielu obrotów przez zgromadzonych gapiów, a siedzącego w niej nieszczęśnika doprowadzało do wymiotów i omdleń. Dodatkowo ciekawska gawiedź mogła obrzucać skazańca wyzwiskami lub w najgorszym przypadku różnego rodzaju przedmiotami, np. owocami lub warzywami (często zgniłymi). We Wrocławiu klatka błaznów została wystawiona w 1575 roku na rynku przede wszystkim jak to określili kronikarze do karania zakłócających ciszę nocną, pijaków i dopuszczających się "grubiańskich wybryków". Została ona wybudowana w okolicy dzisiejszego pomnika hrabiego Fredry. Wykonano ją prawdopodobnie w formie ośmiobocznej żelaznej klatki, do której wnętrza prowadził otwór drzwiowy. Przykładowo 19 kwietnia 1578 roku karą siedzenia w klatce ukarano pewnego nieszczęśnika "z powodu... swawoli". 13 lutego 1676 roku wsadzono do niej pewną kobietę, która chodziła po mieście w męskim ubraniu, dodatkowo, aby ośmieszyć skazaną ściągnięte z niej ubranie powieszono we wnętrzu klatki. Obiekt został usunięty około 1745 roku. W innych miejscowościach na terenie Śląska kroniki wspominają niejednokrotnie o wystawieniu tego typu obiektów (np. w Głogowie, czy Świebodzicach). Niestety do naszych czasów nie przetrwała na śląskich ziemiach ani jedna metalowa klatka hańby. Natomiast doskonale zachowaną klatkę błaznów możemy do dziś podziwiać w miejscowości Levoča na Słowacji.


Autor: Daniel Wojtucki

Żródła: Sudety. it - Sudecki Informator Turystyczny

Dodane przez Solum dnia 10-07-2009 08:30:01· 1 Komentarzy · 1105 Czytań · Drukuj
 
Komentarze
Valkiria dnia 19-07-2010 12:30:20
Bardzo Ciekawy artykuł od lat interesuję się tą tematyka lecz jeszcze nie czytałam tak interesującego artykułu .
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
Reklama

Copyright© Zakon Rycerzy Świątyni (1997-2006) 2006-2010


2,838,713 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.6 || EP IV by eXtreme Crew