Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Najaktywniejsi
Na miejscu 1 jest:
Baldwin IV
Avatar

Punktacja:
Ogólne: 637
Bonusy: 0
Kary: 0

2) Dori (583 pkt.)
3) Julek (368 pkt.)
4) SoliDeo (363 pkt.)
5) Maciej (346 pkt.)
6) Seneszel (328 pkt.)

Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 991
Najnowszy Użytkownik: tukam
Reklama
Zobacz Temat
Templariusze - Zakon Rycerzy Świątyni | Ciekawostki | Całun Turyński
Strona 1 z 6 1 2 3 4 > >>
Autor Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 26-11-2006 13:27:35
Na kanale National Geographic obejrzałem film związany z historią Całunu.
Najciekawsza hipoteza powstania całunu - to negatyw zdjęcia wykonanego Camerą Obscura przez ....Leonarda da Vinci na płótnie pochodzącym z terenów Palestyny.Zastosował on organiczne materiały światłoczułe.
Ale skąd takie podobieństwo do ran zadanych Chrystusowi?
Sam nie wiem, co sądzić o tej hipotezie...
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 01-12-2006 10:26:30
ale jaka jest pewność że ten materiał był całunem grobowym chrystusa
przecierz w tamtych czasach rzymianie bardzo często stosowali karę krzyżowania. I nie jedna osoba w ten sposób została pozbawiona życia a i żydzi też byli tak karani. było to dość powszechne. żydzi stosowali całuny do owijania wszystkich zmarłych również tych ukrzyżowanych. między innymi tak wielki gladiator jak spartakus również został ukrzyżowany na drodze do rzymu


ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.

Edytowane przez sheryf32 dnia 10-03-2007 20:16:52
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 01-12-2006 10:30:24
i jak teraz zapatrujesz się na historię całunu turyńskiego mam nadzieję że troszkę zamieszałem. wiem tylko że trzeba by mieć taką fajną maszynkę (wechikuł czasu) aby wiedzieć wszystko dokładnie wszystko to domysły i przypuszczenia żadnej pewnościa i wiele jest w tym sugestii ludzi którzy to badają,widzieli, mieli z tym do czynienia . Ale w coś trzeba wierzyć !


ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 01-12-2006 19:04:10
Materiał Całunu był badany metodą na zawartość węgla C14.Większość badań określa jego powstanie na ok. XIII wiek.Z kolei we włóknach materiału odkryto cząsteczki pyłków roślin rosnących tylko na terenie Palestyny i to w czasach Chrystusa.Więc kontrowersje są niesamowite,
Rzeczywiście -Wehikuł Czasu by się naprawwdę przydał.
Ale wszystko jest możliwe.W latach 50-tych XX wieku specjalna grupa naukowców , inżynierów i ..muzykologów opracowała przyrząd (Czasowizor), który pozwalał ..podejrzeć przeszłość.Impulsem był upór
pewnego muzykologa, który szukał prawdziwego brzmienia utworów muzycznych powstałych na początku naszej ery na terenie ówczesnej Grecji.I on doprowadził do tego ,że ten "Czasowizor" pozwolił obejrzeć i posłuchać muzyki tamtych czasów.Podobno pod ścisłym nadzorem hierarchów Kościoła z Watykanu obejrzano ..czasy Chrystusa.I podobno ten "Czasowizor" leży gdzieś ukryty w tajemnym pomieszczeniu w Watykanie, do którego dostęp mają tylko papieże.I być może tylko oni znają prawdę o przeszłości...
Wierzyć , nie wierzyć -ale w coś trzeba w końcu wierzyć.
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 11-12-2006 19:55:19
primo: gdyby to wszystkodziałało niewątpliwie było by udostępnione naukowcom.
sekundo: dlaczego wzsystkie tajemnice wiążą się zawsze z watykanem, zarówno całunu jak, św gralla, nie udostępnionych ewangelii.
czy to przypadkiem nie zakrawa na wielki spisek i otumanienie ludzi?
A gdzie miejsce na logikę jak można cofnąć się w czasie jak na razie niejest to chyba możliwe to tylko fikcja .
a jeśli to prawda to czemu nie pokażą tego ludziom? mogę być pewny iż w takim przypadku wielu ludzi zmieniło by wiarę (gdyby zobaczyli prawdę )na chrześćjanstwo lecz jeśli nie jest to prawda ...
co by się stało z kościołem i wszystkim co on posiada ? czy przypadkiem templariusze nie znaleźli czegoś co mogło by zaszkodzić wszystkim tym co ślubują żyć w ubustwie i czystości i postępować tak jak chrystus i taka była przyczyna zagłady zakonu?
Owszem metoda ta jest uznawana za cały świat i tu się zgodzę ale przecież żywotność pyłków kwiatowych zależy od miejsca i możliwości ich dalszego bytu .a więc mogły być przeniesione wiele lat wcześniej a gdy nie znalazły odpowiedniej rośliny poprostu zostały i czekały.
Dalej-pyłki nie umią mówić więc to co powiedzieli badacze mogło być tylko ich zdanie lub to co chcieli powiedzieć(czyt. Nakazano im)
a co do czasowizora czemu pod ścisłą kontrolą kościoła czyżby obawa mistyfikacji ???
i znów same pytania !


ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 24-01-2007 21:15:42
Bardzo dużo informacji n/t Całunu można znaleźć pod linkiem:
http://www.calun.org/strony/ksiazki/ziolkowski/index.html

Poprawiłem tylko link automatyczny
Edytowane przez Templariusz dnia 24-01-2007 21:47:38
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 13-02-2007 19:32:27
Podaję więcej informacji o"czasowizorze" -chronowizorze:
Jest to jakby potwierdzenie autentyczności Całunu Turyńskiego...
--------------------------------------------------------------------------------------
Czy można skonstruować odbiornik obrazów i głosów z przeszłości? Podobno wszystko, co istnieje i kiedykolwiek istniało, jest zapisane na czymś w rodzaju taśmy magnetycznej. Choć niełatwo w to uwierzyć, wiele wskazuje na to, że swoisty magnetowid do odtworzenia akustycznej i optycznej ścieżki historii świata został zbudowany. Pracowano nad nim w ścisłej tajemnicy w latach 1950...1990. Koordynatorem był włoski benedyktyn, ojciec Alfredo Pellegrino Ernetti, człowiek wykształcony, o szerokich zainteresowaniach. Przez wiele lat kierował jedyną na świecie katedrą muzyki prepolifonicznej, która powstała w XIVXIII wieku p.n.e., a jej kanony obowiązywały przez całe pierwsze tysiąclecie naszej ery.
Prototyp wehikułu czasu, nazwany chronowizorem, był gotów już na początku lat siedemdziesiątych. Przy opracowywaniu jego zasad i konstrukcji brało udział dwunastu światowej sławy naukowców, działających w całkowitym ukryciu aż do dnia, gdy ojciec Ernetti zdradził mediom, że może podglądać przeszłość
Wtedy wybuchła prawdziwa burza. Po złożeniu tego oświadczenia zakonnik otrzymał zakaz wypowiadania się na temat chronowizora. Watykan stał na stanowisku, że prace nad tym urządzeniem nie powinny być nagłaśniane. Ponadto chronowizorem interesował się wywiad amerykański, a także Rosjanie. W ostatnich latach swego życia Alfredo Ernetti opuszczał klasztor wyłącznie w towarzystwie ochroniarzy. Bardzo realna bowiem była groźba, że zostanie uprowadzony przez służby specjalne, które koniecznie chciały poznać konstrukcję niezwykłego urządzenia. Pamięć o chronowizorze powoli zanikała. Jedynie garstka dociekliwych dziennikarzy nie rezygnowała z prób dotarcia do wynalazku. Po śmierci Ernettiego w roku 1994 Stolica Apostolska nakazała zdemontowanie urządzenia i przewiezienie wszystkich jego części do archiwum.
Czy gdzie indziej, np. w USA lub Rosji, skonstruowano też takie urządzenie? Tego nie wie nikt. Nie ulega wątpliwości, że chronowizor jest bardzo niebezpieczny. Z jego pomocą można odbierać obrazy dowolnych zdarzeń zachodzących w świecie, a nawet myśli określonych osób. Jeżeli aparat ten istnieje, jest doskonałym urządzeniem szpiegowskim, wszechobecnym okiem i uchem Wielkiego Brata, mogącego podglądać świat dla własnych celów. Czymś, co raz na zawsze odbierze ludziom wolność działania i myślenia i jak ujął to ojciec Ernetti spowoduje powszechną tragedię. Przez siedem lat po śmierci włoskiego zakonnika na światło dzienne nie wyszły żadne nowe fakty. Ksiądz Franćois Brune, profesor paryskiej Sorbony, od lat zajmujący się zjawiskiem transkomunikacji, czyli kontaktami z umarłymi, dobrze znał ojca Ernettiego i jest przekonany, że absolutnie nie był typem mitomana. Nie, nie wierzę, żeby po prostu wymyślił całą tę historię powiedział.
Ernetti nie twierdził, że sam skonstruował chronowizor, ale zasłaniając się przysięgą nie chciał podać nazwisk osób żyjących, które w tym projekcie uczestniczyły. Natomiast ujawnił naukowców już nieżyjących. W pracach nad chronowizorem brali udział m.in. Enrico Fermi, noblista, światowej sławy fizyk jądrowy, oraz Werner von Braun, inżynier urodzony w Wyrzysku pod Bydgoszczą, twórca rakiety V2, po wojnie pracujący dla Amerykanów. Kontakty obu tych uczonych z włoskim zakonnikiem są bardzo prawdopodobne. Fermi wielokrotnie bywał we Włoszech, gdzie wykładał na uniwersytetach. Wiadomo też, iż von Braun i Fermi znali się i podzielali swe fascynacje. Nie jest więc wykluczone, że spotkanie Fermiego, von Brauna i Ernettiego odbyło się na początku lat pięćdziesiątych i omówiono pomysł podglądania i podsłuchiwania przeszłości z pomocą swoistego wehikułu czasu.
Po dwudziestu latach intensywnych prac powstał prototyp retrospektywnej kamery. Wiedząc o zamiłowaniu ojca Ernettiego do muzyki prepolifonicznej, nie można się dziwić, iż najpierw zrekonstruował on starożytną operę, która miała premierę w roku 169 p.n.e. Dzięki chronowizorowi badacze mogli ujrzeć i usłyszeć przedstawienie, które wystawiono ponad 2000 lat temu przy zachodnim zboczu rzymskiego Kapitolu, w Forum Holitorium. Widać było nie tylko mężczyzn i kobiety, ale także istniejące wówczas domy, drzewa i zwierzęta zapewniał ojciec Ernetti. Z pomocą chronowizora odtworzono tekst i muzykę zaginionej opery. Potem jej partytura trafiła do profesora Giuseppe Maraski, po długiej wymianie listów z ojcem Ernettim, co ustaliła dziennikarka włoskiego magazynu Oggi.
Pierwsze sukcesy zachęciły badaczy do kolejnych eksperymentów. Tak odtworzono sceny z życia Benito Mussoliniego, a potem całe życie papieża Piusa XII. Weryfikacja została przeprowadzona w oparciu o osoby najłatwiejsze do uchwycenia, ponieważ nieżyjące od niedawna i co do których istnieje szeroka historyczna dokumentacja tłumaczył ojciec Alfredo Ernetti. Krótko przed swą śmiercią zakonnik zdradził, że chronowizor kilkakrotnie pomagał włoskiej policji. Ilekroć zarejestrował jakieś zbrodnicze zamiary, badacze identyfikowali ewentualnych sprawców i w ten sposób uniemożliwiali zaplanowane przestępstwa.
Zrealizowano też projekt odtworzenia życia Jezusa włącznie z Ostatnią Wieczerzą, drogą krzyżową na Golgotę i zmartwychwstaniem. Przy okazji została potwierdzona autentyczność Całunu Turyńskiego. Wyszły na jaw także pewne różnice, np. Jezus ani razu nie upadł pod ciężarem krzyża. Zdaniem Ernettiego, te stacje krzyżowe dodano dla udramatyzowania Pasji. Uzyskane obrazy sfilmowano, a potem zaprezentowano je papieżowi, kardynałom oraz prezydentowi Włoch. Podobno wszyscy byli zaskoczeni zbieżnością odtworzonych scen z tekstami ewangelii synoptycznych.
W roku 1993 Stolica Apostolska poprosiła chorego na raka ojca Ernettiego, by przedstawił wyniki swoich badań międzynarodowej komisji katolickich naukowców. Był to wielki dzień tego zakonnika, który całe życie poświęcił retrospektywnej kamerze i swoje odkrycie musiał zatrzymać dla siebie. Wystąpienie w Akademii Papieskiej w Rzymie, jak twierdzi ksiądz Franćois Brune, spotkało się z przychylnym przyjęciem. Zaproszeni naukowcy i kardynałowie szczegółowo zapoznali się z konstrukcją chronowizora i jego działaniem. Kiedy siedem miesięcy później ojciec Ernetti pożegnał się z życiem, chronowizor jednak rozmontowano i w częściach jest przechowywany w strzeżonych piwnicach Watykanu. Oczywiście wszystko to w dalszym ciągu istnieje ale gdzie się znajduje nie wiem powiedział ksiądz Brune. Wyklucza, by maszyna do podglądania przeszłości gdzieś funkcjonowała. Dokumenty znajdują się w Watykanie, ale kopie nie jestem pewien czy wszystkich tych dokumentów są w ręku przyjaciela ojca Ernettiego dodał. Imienia owego przyjaciela nie podał, może nim być każdy, również mówiący te słowa ksiądz Franćois.
Trudno byłoby przypuścić, by ojciec Ernetti, watykański pełnomocnik do spraw rozwoju muzyki kościelnej, autor, który napisał m.in. 72 tomy o problematyce kultu muzyczno-liturgicznego, a także nagrał 50 płyt z muzyką antyku, chciał w złym zamiarze wprowadzić w błąd innych uczonych napisał Ernst Meckelburg, publicysta naukowy. A jeśli taka jest prawda, pozostaje nam tylko oczekiwać chwili, gdy Watykan podejmie decyzję o przedstawieniu światu wehikułu czasu. Ojciec Ernetti w swojej podróży po zaświatach nie musi korzystać z chronowizora. Ale my, żyjący, czemu nie?
Żródło:
[i]Opracował: Wojciech M. Chudziński
wiecej na [url]www.mag.media.pl/czasopis/062001/czas.htm[/url]
Edytowane przez shuboshi dnia 16-05-2007 21:17:26
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 13-02-2007 20:19:25
Jeszcze trochę uzupełnienia informacji o chronowizorze:
---------------------------------------------------------------------
Wypowiedź z maja 1972 roku ojca Ernetti, do gazety "La Domenica das Corriere", wywołała falę zainteresowania niezwykłą teorią duchownego z Watykanu.
- Wpadłem na pomysł, oparty na założeniu przyjmowanym przez wszystkich naukowców, że fale dźwięku, raz wyemitowane, nie giną, tylko zostają w otoczeniu. Można je więc zrekonstruować, podobnie jak energię, która nie ginie. Weźmy dźwięk: każda fala dźwięku to energia, pochodzi z określonego źródła [...], dzieli się na coraz mniejsze jednostki, jednak nie ulega zniszczeniu, tylko podlega tym samym procesom, które znamy z teorii względności. materia rozkłada się nie tylko na atomy, ale i na mniejsze cząsteczki [ojciec Ernetti, miał tu zapewne na myśli cząstki budowy atomu -
na przykład elektrony], i może zostać zrekonstruowana przy użyciu odpowiednich procedur. To możliwe, bo mamy do czynienia z energią.
- Tak, do tego potrzebna jest odpowiednia aparatura, ale to już inna sprawa. Trzeba tylko zapamiętać zasadę: energia nie ginie, tylko się zmienia.

Benedyktyn, ojciec Alfredo Pellegrino Ernetti miał w życiu dwie największe pasje - teologię i historię muzyki starożytnej Persów, Sumerów, Asyryjczyków i Egipcjan. Jednak mało było wiadomo na temat takiej muzyki gdyż dopiero w 1200 roku wymyślono zapis nutowy. Ojciec Ernetti pragnął dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat i postanowił stworzyć niezwykłe urządzenie do odtwarzania dźwięku i obrazu z przeszłości - Chronowizor.

Ale po kolei:

Ernetti bardzo obawiał się że jego wynalazek w niepowołanych rękach wyrządziłby wiele złego. Dlatego milczał długie czternaście lat. Dopiero na kongresie w 1986 roku w Riva del Garda, wytłumaczył jak działa jego wynalazek. Wypowiedź wprawiła wszystkich w osłupienie. Podał nawet
dziennikarzom plan konstrukcji chronowizora, ale nie wiele z tego rozumiano. Tłumaczył że jego urządzenie potrafi wychwytywać fale dźwięku i światła z przeszłości! Uważał że wszystko co dzieje się w całym wszechświecie zostawia ślad energetyczny, w postaci dźwięku i wizji. Jest ona niezniszczalna, zmienia się ciągle, ale trwa w otaczającej nas przestrzeni.
Dlatego można ją odtworzyć. I tak właśnie działa chronowizor.
Urządzenie składa się z połączonych ze sobą anten różnych stopów metali, które miały za zadanie wyłapywać wszystkie fale elektro magnetyczne i nie tylko. Chronowizor posiadał też jednostkę rekonstruującą, która odczytywała zdarzenia z przeszłości, oraz transformator dźwięku i wizji, dzięki któremu można było oglądać przeszłość jak w telewizorze.
Chronowizor spełnił największe marzenie Ernettiego. Mógł nie tylko słyszeć, ale i widzieć wiekowe opery, których nikt nie potrafił zapisać ani nagrać. "Theystes", to tytuł opery z przed 169 roku p.n.e., napisanej przez Kwintusa Enniusa Calabera. Sztuka odegrana została na targu, pod gołym niebem,
niedaleko Kapitolu. Ernetti oglądając całe przedstawienie, notował nuty i słowa, które potem przetłumaczył. Tak zrekonstruował całą operę, której do tej pory znane były tylko 25 wersów. Ernetti, jak potem mówił widział całą sztukę w pierwotnym wykonaniu i brzmieniu. Ernetti zmarł w 1994 roku. Przed śmiercią zabezpieczył całą aparaturę, która teraz znajduje się
najprawdopodobniej w magazynach Watykanu. Tylko Ernetti znał dokładnie instrukcje i działanie urządzenia. Jednak w obawie przed złem jakie mogło spowodować urządzenie (historia zna już dużo takich przypadków) postanowił zabrać tajemnicę ze sobą do grobu.
Cała ta opowieść może wydawać się wręcz nieprawdopodobna i niemożliwa. Jednak najbardziej niesłychane jest to że wynalazek jest prawdziwy, a opowieść jak najbardziej autentyczna. Bo trudno podejrzewać że ksiądz, mający oficjalne pozwolenie Watykanu na prowadzenie badań nad muzyką
dawną, świadomie okłamał cały świat.

Źródło: Top.Strefa.pl Autor: Thorez
Edytowane przez shuboshi dnia 13-02-2007 20:24:55
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
syllas82
Użytkownik

Dodane dnia 15-02-2007 14:58:29
Technika pozwala na datowanie "wieku" różnych materiałów i napewno takie testy były juz przeprowadzone... co do wypowiedzi sheryf32, że nie mozna jednoznacznie stwierdzić czy był to całun grobowy Chrystusa to fakt w sumie niewiemy skąd się wzieła teza, że jest to ten całun (przynajmniej ja o takim fakcie nie słyszałem). Finalnie ilu faktów z życia Chrystusa pomijając wiarę jesteśmy pewni jak udowodnić, że całun, sant greal, chusta Weronikietc etc istniały i może istnieją do teraz? Co publikacja naukowa to inny pogląd na te fakty, jedyne czego możemy być pewni to tego, że nasze dzieci, wnuki będą na może nawet tym forum poruszac podobne tematy bo moim zdaniem jest to jedna z tych zagadek które pozostana niewyjaśnione.


Cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos...
7749067 Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 16-02-2007 15:13:23
Piszesz że"Technika pozwala na datowanie "wieku" różnych materiałów i napewno takie testy były juz przeprowadzone... " i tu jest maleńki haczyk, sami naukowcy są zdania że wszystkie metody datowania np. za pomocą węgla C14 nie są dokładne jak wiadomo w różnych miejscach na swiecie ilość promieniowania kosmicznego jest różna co ma wielki wpływ na jakość przeprowadzanych badań i zawartość tego materiału (C14) w badanych przedmiotach.
A nie zastanawiałeś się na jakiej zasadzie działały kasety magnetofonowe i video rzecz jest prosta dane zapisywane były na taśmie napylonej tlenkiem żelaza a jak wiem tego jest dużo na świecie a ziemia jest cały czas bombardowana przez elektrony tylko musi się znaleźć ktoś kto skonstruje urządzenie w stylu głowicy wideo lub magnetofonowej która będzie mogła odczytać zapisane na naszej planecie dane. Może w ten sposób zostanie rozwiązana ta zagadka?



ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
syllas82
Użytkownik

Dodane dnia 16-02-2007 22:44:44
Ciekawe spojrzenie tylko czy istnieje tylko jedna metoda datowania?? Niejestem w tym temacie oblookany stąd mój wywód na ten temat może zmiany w struktórze chemicznej całunu mogłyby rzucijakies nowe światło przecież ciało było balsamowane i owijane całunem ergo jakies pozostałości musza być na całunie tylko z drugiej strony jak sprawdzic pierwotny stan chemiczny substancji balsamującej lub jak kto woli olejków... eh choćbyśmy przyjacielu niewiem co robili to i tak 100% pewności mieć nie będziemy


Cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos...
7749067 Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 17-02-2007 00:19:57
Jeszcze o badaniach Całunu
---------------------------------------------
Badanie ogólne Całunu Lirey rok 1353

Całun pojawia się w roku 1353 w Lirey, na północy Francji, w rękach feudalnego pana Goffreda de Charny. W roku 1453 zostaje nabyty przez Ludwika I, księcia Sabaudii; jego spadkobiercy przechowują go najpierw w Chambéry a później w Turynie. W roku 1983 umiera ostatni król Włoch Umberto II, który przekazuje Całun papieżowi.
Wielowiekowa tradycja religijna widzi w Całunie pogrzebowe prześcieradło Jezusa. Naukowe poszukiwania ostatnich dziesięcioleci wiarygodnym czynią przypuszczenie, iż mamy tu do czynienia z autentycznym znaleziskiem sprzed prawie dwóch tysięcy lat, a dowody przeczące tej hipotezie nie wydają się dostateczne.

Tajemniczy wizerunek na pogrzebowym płótnie


Całun jest starym pogrzebowym płótnem, o kształcie prostokąta, wykonanym z lnu utkanego w kłosy lub w "rybią łuskę", koloru kości słoniowej. Ma 4 m 36 cm długości i 1 m 10 cm szerokości. Grubość równa się 300 tysięcznym milimetra. Równolegle do dłuższego boku widoczne jest szycie, które łączy część centralną z paskiem materiału o szerokości około 8 cm, niepełnym w swojej części początkowej i końcowej, co pozostawia w ten sposób dwa prostokąty liczące odpowiednio 35 x 8 cm po prawej stronie i 15 x 8 cm po lewej.

Całun zawiera - zbliżone do siebie głowami - dwa wizerunki, tyłu i przodu, zesztywniałych zwłok wysokiego mężczyzny, noszącego brodę i długie włosy. A to prawdopodobnie dlatego, że płótno rozłożono na płycie grobowca przed namaszczeniem ciała, aby móc je potem w tym celu obrócić. Oba wizerunki pokazują rany w negatywie, które już na pierwszy rzut oka odpowiadają ranom Męki Pańskiej, oraz nosi ślady licznych plam w kolorze karminu, które w tradycji ludowej od wieków są uznawane za "krew".

Aktualnie prześcieradło jest przeszyte nieregularnym drobnym ściegiem do białego płótna i zabezpieczone na błękitnym brzegu metalowymi płytkami. Przykryte czerwonym suknem i nawinięte na drewniany bęben znajduje się w relikwiarzu zwykle przechowywanym w górnej części ołtarza w kaplicy Guariniego, pomiędzy katedrą a pałacem królewskim w Turynie. Chwilowo Całun wraz z relikwiarzem zostały przeniesione do katedry w celu umożliwienia prac remontowych, wykonywanych na kopule kaplicy.

Identyczna struktura tkaniny na części centralnej oraz na doszytym pasku pozwala przypuszczać, iż chodzi o ten sam kawałek płótna, rozciętego i zszytego ponownie. Przyczyny rozcięcia i ponownego zeszycia pozostają niejasne. Mogłaby to być pozostałość dawnego "tunelu", służącego do wprowadzania weń prętu w chwili wystawienia, jakkolwiek w tym przypadku rozcięcie i ponowne zszycie tkaniny nie byłoby konieczne. Bardziej prawdopodobnym wydaje się przypuszczenie, iż chodzi o działanie mające na celu "wypośrodkowanie" wizerunków przez usuniecie kawałka materii. Innymi słowy, płótno zostałoby przycięte równolegle do swojego dłuższego boku i pozbawione zbędnego kawałka, który następnie zostałby ponownie przyszyty. Jeżeli tak jest mamy tu do czynienia ze wskazówką (dowodem) autentyczności, ponieważ żaden fałszerz nie wyprodukowałby żałobnego płótna z wizerunkiem znajdującym się poza jego środkiem tak, aby później dokonywać "poprawek".

Pożar w Chambéry w roku 1532


Na Całunie widzimy liczne przypalenia oraz części zwęglone, okrągłe zacieki spowodowane przez wodę oraz nierzadkie cery i łaty. Spośród nich najważniejsze są dwa symetryczne szeregi wypalonych dziur, na które naszyto cery w kształcie trójkąta, rozmieszczonych na dwóch liniach odległych o około 35 cm od dłuższych brzegów płótna. Są to szkody wywołane pożarem, który w roku 1532 zniszczył chór i zakrystię kaplicy w Chambéry.

Całun został złożony w srebrnej skrzyni, umieszczonej w niszy ściany obwodowej. Płomienie zajęły niszę oraz znajdującą się w niej skrzynię, a temperatura przekroczyła punkt topnienia metalu z przykrycia, którego gorące krople dostały się do środka, paląc brzeg złożonej materii oraz niszcząc jej róg.
Spalanie się materii zostało powstrzymane przez wylanie na skrzynkę wiader wody. Woda dostała się do wnętrza i zamoczyła płótno, tworząc zacieki o kształcie zębatego rombu, rozmieszczone po trzy zgodnie z poprzecznymi nieparzystymi liniami złożenia.

Wypalenia oraz zacieki pozwalają na odtworzenie ułożenia Całunu wewnątrz skrzynki. Był on złożony na pół swojej długości, raz ku górze i raz ku dołowi; a następnie w poprzek od lewej do prawej i od prawej do lewej, i na koniec na trzy od lewej do prawej i odwrotnie. Takie złożenie dzieli Całun na 48 części.
Dwa lata później książę Sabaudii, Karol III (1504-1553), zleca siostrom klaryskom z Chambery naprawienie zwęglonych części oraz innych szkód wyrządzonych przez pożar. Straty są tak wielkie, że zagrażają zwartości oraz wewnętrznej wytrzymałości tkaniny koniecznym staje się ponadto przymocowanie Całunu do płótna podtrzymującego, za pomocą widocznego do dnia dzisiejszego ściegu, naszycie około dwudziestu łat oraz umocowanie nierównych brzegów największych wypalonych dziur.
W ciągu wieków Całun zostanie poddany kolejnym niezbędnym naprawom, tj. przez błogosławionego Sebastiana Valfre w roku 1694, księżniczki Klotyldy Sabaudzkiej-Bonaparte w roku 1868 oraz Córek św Józefa w roku 1973.

Ślady najstarszych wypalonych dziur


Na Całunie znajdują się inne cztery grupy wypalonych dziur, charakterem i rozmieszczeniem różniące się od tych pochodzących z roku 1532. W stosunku do siebie symetryczne, znajdują się na dwóch równoległych liniach, na wysokości złożonych dłoni, z przodu wizerunku oraz na tej samej wysokości, z tyłu. W żaden sposób nie odpowiadają złożeniu na 48 części, sugerując raczej złożenie na cztery lub co jest bardziej prawdopodobne na dwanaście części.

Wypalenia te są z całą pewnością bardzo stare. Zostały odtworzone na Ťcałunie z Lierť, reprodukcji w skali 1:3 Całunu, wykonanej w roku 1516 w oparciu o kopię oryginału Albrechta Dürera, obecnie zaginionej. Widzimy je także na tabliczce pewnego pielgrzyma z XIV wieku, odnalezionej w Sekwanie, teraz przechowywanej w Paryżu w Muzeum Cluny. Są wreszcie z całą precyzją odmalowane na jednej z ilustracji kodeksu z Pray, którego powstanie datuje się na lata 1192/1195, a obecnie przechowywany jest w Budapeszcie. Jest to kodeks bardzo znany, ponieważ zawiera pierwsze teksty napisane w języku węgierskim. Na stronie XXVIII widzimy anioła, który w wielkanocny poranek pokazuje Świętym Niewiastom żałobne płótna: Całun został tam bezkrytycznie przedstawiony razem z tymi właśnie dziurami po wypaleniach.

W rzeczywistości istnieje duże prawdopodobieństwo, że Całun, zanim został złożony na cztery (czy lepiej na dwanaście) części, był złożony na osiem. Chodzi tu o rodzaj złożenia, pozwalający na pokazanie wyłącznie twarzy wizerunku, zgodnie z tradycją utożsamiającą Całun z Mandylionem, słynnym obrazem z Edessy na którym według dokumentalnych źródeł widoczna jest tylko twarz Jezusa. Istotnie, zdjęcie Całunu wykonane w obszarze światła przenikliwego - w miejscach złożenia na osiem razy - ukazują charakterystyczne trwałe wypukłości. A ponieważ te linie starego złożenia widoczne są również na częściach zwęglonych w roku 1532, można wyciągnąć z tego wniosek, iż pochodzą z epoki wcześniejszej.

Konkludując, Całun nosi ślady złożenia sprzed roku 1532, których wiek może być określony na epoki poprzedzające rok 1000.

Całun, biologia i medycyna sądowa

Tak stare znalezisko nie mogło uniknąć naukowych badań. Co się tyczy nauk biologicznych, do których należy medycyna sądowa, rozwój badań dzieli się tu na cztery następujące po sobie okresy

Pierwszy okres: wszystko zaczyna się od fotografii

Zawiera nagromadzoną w czasie wiedzę i osiąga swój szczyt w wydarzeniu z dnia 25 maja 1898 roku, kiedy adwokat Secondo Pia wykonuje pierwszą fotografię Całunu, wykazującą bezdyskusyjne cechy negatywu: a to oznacza, że na fotograficznym negatywie obrazy zachowują charakter pozytywu, i odwrotnie: na oryginale i na fotograficznych pozytywach mają charakter negatywu. Dla większej do ładności, zasada ta nie dotyczy plam intuicyjnie odnoszonych do krwi.

Drugi okres: teoria waporograficzna

Drugi okres przypada na lata 1898-1950. Należą do niego badania Vignona, który opracowuje teorię tzw waporograficzną na temat tworzenia się wizerunków Miałyby one powstać w wyniku przenoszenia się oparów zwłok na aloes i mirrę, użyte przy pogrzebie Człowieka z Całunu. Wyniki tego drugiego okresu odzwierciedlają Akta Narodowego Kongresu Badań nad Świętym Całunem z roku 1939, a także Akta Pierwszego Międzynarodowego Kongresu Badań z roku 1950. Do tego okresu zostały zaliczone poszukiwania salezjańskiego księdza, Antonio Tonelliego. Autor, w oparciu o wyraźne, wypalone na Całunie dziury (w większej części pokryte łatami), pozostałe po pożarze z dnia 4 grudnia 1532 roku, ustalił sposób złożenia płótna. Należy również zaznaczyć, że Tonelli odkrył ślady, nie odpowiadające wyżej wymienionym złożeniom, odnoszącym się do wypalonych dziur będące prawdopodobnie pozostałością pożaru sprzed roku 1532.

Trzeci okres: nowe badania i nowe odkrycia

Trzeci okres datuje się od roku 1950 do roku 1978. W roku 1959 kardynał Maurillo Fossati erygował przy Bractwie od Przenajświętszego Całunu Międzynarodowe Centrum Syndonologii, powierzając mu zadanie promocji pełnego programu syndonologicznych studiów Od października tego samego roku zaczyna cyklicznie ukazywać się pismo, zatytułowane Całun, które - jak wyraźnie wskazuje jego podtytuł (Medycyna, historia, egzegeza i sztuka) - ofiarowuje specjalistom najświeższe informacje z zakresu syndonologii. Do tego okresu zalicza się Święty Całun, dodatek Diecezjalnego Przeglądu Turyńskiego ze stycznia 1976 roku, zawierający wyniki badań komisji ekspertów powołanej przez kard. Michele Pellegrino w roku 1969, której zadaniem było wykonanie pobrania bezpośrednich prób. Wyniki badań ekspertów z Komisji z roku 1969 zostały poddane krytycznej ocenie specjalistów z Centrum Turyńskiego, którzy wydali Uwagi do oficjalnych ekspertyz Świętego Całunu 1969-1976, Turyn 1976. Wtedy też pojawiła się dyskusja na temat wieku lnianych płócien. Bez wątpienia w odległych epokach istniały jeszcze większe krosna niż te, na których utkano Całun. Nici w starożytności nie były regularne. Dlatego też zwyczaj zmiany przędzy jest stale obecny i usprawiedliwia mieszanie jednego gatunku przędzy z innym (w płótnie Całunu obecne są zanieczyszczenia z konopi). Dowiedziono, że splot w postaci rybiej łuski był powszechnie stosowany w środowisku syryjskim, dwa tysiące lat temu.

Odkrycie pyłków

W trzecim okresie (1959-1978) naukowe badania Całunu uczyniły krok naprzód razem z analizą pyłków, które w przeciągu wieków gromadziły się w zagłębieniach płótna. Badanie wykonano przez pobranie próbek z plastrów klejących, które umieszczano na powierzchni płótna, a następnie zrywano (technika Ťstrippinguť); stwierdzono, że na Całunie znajdują się pyłki roślin europejskich jak również pyłki roślin, występujących w regionie Konstantynopola, na stepach Anatolii oraz nad Morzem Martwym.

Trójwymiarowa rekonstrukcja

Do tego okresu możemy zaliczyć zastosowanie metod elektronowych do trójwymiarowej rekonstrukcji ciała i twarzy Człowieka z Całunu. Należy w tym miejscu pamiętać o pierwszej próbie J. Jacksona, R. J. Jumpera i K. E. Stevensona, a przede wszystkim o bardzo dokładnych rekonstrukcjach G. Tamburelliego i G. Garibotto. Oprócz tego trzeba pamiętać o zbiorze prac, przedstawionych przez grupę amerykańskich badaczy w Albuquerque w roku 1977. W roku 1978 odbyło się wystawienie Całunu w związku z czterechsetleciem jego przeniesienia z Chambery do Turynu, zakończone II Międzynarodowym Kongresem Syndonologicznym. Międzynarodowe Centrum Syndonologii opracowało publikację aktów kongresowych, oferujących przegląd najświeższych odkryć. W gruncie rzeczy w okresie wystawienia Całunu w roku 1978 zgromadzono na jego temat liczne informacje, usprawiedliwiające ostatnie poszukiwania. Międzynarodowe Centrum Syndonologii w Turynie zgłosiło prośby uczonych do odpowiednich władz; arcybiskup Turynu, kard. Anastasio Ballestrero, podejmował decyzje o wprowadzeniu w życie propozycji tych wszystkich naukowców którzy przedstawili dokładny plan naukowo znaczącej pracy, nie stanowiącej ponadto zagrożenia dla całości płótna. Nocą, 8 października 1978 roku, w sali Pałacu Królewskiego w Turynie, zwanej Ťbibliotekąť, gdzie przeniesiono Całun, zainaugurowano szereg morfologicznych i fizycznych badań. Do pierwszych z nich należą Ťzerwaniať około dwudziestu samoprzylepnych plastrów, wykonane osobiście przez Max'a Freia, mające na celu uzupełnienie badań dotyczących pyłków roślinnych obecnych w strukturze Całunu; do badań strukturalnych należy również pobranie dwunastu próbek włókna i osnowy, dokonane przez Baima Ballone z miejsc dokładnie wcześniej określonych. Po nim do stołu badań przystępują inni naukowcy: R. Rogers z laboratoriów w Los Angeles przeprowadza badania morfologiczne, pobierając różne próbki pyłu oraz cząsteczek powierzchniowych za pomocą specjalnych przylepnych plastrów nakładanych pod ciśnieniem kontrolowanym; inni specjaliści przy użyciu różnych technik wykonują fotografie, przeznaczone do elektronicznej obróbki, na koniec Całun zostaje poddany badaniu rentgenologicznemu, badaniu promieniowaniem podczerwonym, ultrafioletowym oraz spektrografii promieniami X.

Czwarty okres: od roku 1978 do naszych czasów

Rozpoczyna się publikacją wyników badań z roku 1978, a kończy się na czasach nam współczesnych. W spektrum ogólnym badania zdają się koncentrować, z jednej strony na określeniu sposobu ukształtowania się wizerunku oraz na potwierdzeniu charakteru plam, z drugiej zaś, na potwierdzeniu autentyczności Całunu. Co się zaś tyczy płaszczyzny medyczno - prawnej, badania naukowe Całunu skłaniają do analizy czterech oddzielnych zagadnień: identyfikacji plam uważanych za krew określenia cech antropologicznych zwłok, będących podstawą obrazów anatomicznych, analizy uszkodzeń urazowych oraz określenia przyczyny śmierci.

Plamy krwi

Odnośnie plam potrzebna jest krótka przedmowa. Francuski chirurg, Pierre Barbet, na I Międzynarodowym Kongresie Naukowym, który odbył się w maju 1950 roku w Rzymie i Turynie, przedstawił relację, ukazującą, w jaki sposób widoczne na Całunie poszczególne plamy "krwi" odpowiadają charakterystycznym cechom morfologicznym plam oraz śladów zakrzepłej krwi. Następnie w roku 1973 G. Frache, E. Mari Rizzatti oraz E. Mari z Komisji Ekspertów powołanej przez kard.
Michele Pellegrino, bezskutecznie poszukują śladów krwi na niektórych, pobranych z Całunu włóknach. Poszukiwania rozpoczęte w roku 1978 dostarczają natomiast pełnego potwierdzenia tez Barbeta. Ponadto komparatywne badania dwóch równoległych sesji fotograficznych, w obszarze światła widzialnego oraz promieniowania ultrafioletowego, wykazują istnienie fluorescencyjnej aureoli na obwodzie karminowych plam znajdujących się na czole, grzbiecie, lewym nadgarstku, klatce piersiowej, lędzwiach, stopach oraz na obrzeżach urazów powstałych w wyniku biczowania, co wyraźnie może odnosić się do osocza. Znalezisko pozwala przypuszczać, iż ślady te zostały pozostawione przez okaleczony organizm. Przejdźmy do wyników badań wykonanych w laboratorium, które - wykraczając poza negatywne wnioski ekspertów z Komisji Pellegrino w sposób naukowy potwierdziły rzeczywisty charakter hematyczny plam. W roku 1980 amerykańscy badacze, Heller i Adler ogłaszają, iż udało się im uzyskać wspaniale zjawisko konwersji porfiryny na próbce plastra przyklejonego do powierzchni płótna w miejscu domniemanej plamy.

Wynik ten otwiera drogę do przeprowadzenia mikroanalitycznego dowodzenia na zachowanej krwi za pośrednictwem badań medyczno-prawnych. Dnia 6 maja 1981 roku Baima Bollone w Turyńskiej Akademii Medycznej ogłasza, iż hematologiczne analizy sądowe włókien osobiście przez niego pobranych w roku 1978 wykazały obecność krwi, zachowanej w stanie nienaruszonym. W sierpniu następnego roku Adler, na Kongresie Kanadyjskiego Stowarzyszenia Medycyny Sądowej, przedstawia identyczne wyniki otrzymane z próbek plastrów naklejanych na powierzchni Całunu w roku 1978, potwierdzając w ten sposób pozytywną identyfikację hematyczną Baima Bollone.

Krew człowieka?

Po jednoznacznym udowodnieniu istnienia na Całunie śladów krwi, należało ustalić, do jakiego gatunku ona należy. Innymi słowy czy jest to krew ludzka, czy tez nie. W języku medycyny sądowej badania takie określa się terminem diagnozy specjalistycznej. Skrajny niedobór pozostałych do dyspozycji śladów skłaniał do metody charakteryzującej się ogromną wiarygodnością, wysokim stopniem wrażliwości oraz sprawnego działania. Postanowiono ponadto zastosować najnowocześniejsze techniki immunofluorescencji hematologicznej, powszechnie używane w laboratoriach medycyny sądowej oraz policji. Stosują one specjalne surowice, zawierające fluorescencyjne antyciała na proteiny różnych gatunków zwierząt. Surowice te w zetknięciu z materiałem biologicznym, na które są uodpornione, warunkują przyleganie antyciał fluorescencyjnych do obecnych antygenów Dokonaną koniunkcję można z łatwością wykazać, posługując się mikroskopem na ultrafiolet. Studium na temat poplamionych krwią włókien Całunu udowodniło obecność ludzkiej globuliny, co prowadzi do wniosku, ze mamy tu do czynienia z krwią człowieka. Ponadto badanie elektronowym mikroskopem skaningowym pozwala na wyszczególnienie charakterystycznych dla człowieka czerwonych krwinek. Wyniki zostały potwierdzone przez amerykańskich badaczy, którzy wykryli na pobranych przez siebie plastrach-próbkach obecność albuminy charakterystycznej dla naszego gatunku.

Jaka grupa krwi?

Ostatnim etapem stało się określenie grupy, uwierzytelnione przez fakt, iż została powszechnie stwierdzona wytrzymałość poszczególnych właściwości na bardzo starych materiałach. W badaniu laboratoryjnym plamy z Całunu zachowują się jak krew grupy AB, podczas gdy plamy białe nie udzielają żadnej odpowiedzi. Istnieje wiele czynników które wpływają na błędne określenie grupy krwi bardzo starych plam. Znamy cały szereg antygenów zwierzęcych, robaków i bakterii zdolnych do fałszywego wywołania wyników pozytywnych. Jednak w przypadku Całunu wyłączono możliwość zanieczyszczenia ze strony ewentualnych materiałów konserwujących z tego względu, iż poplamione włókna, które udzieliły odpowiedzi pozytywnej oraz włókna "białe", które jej nie udzieliły były badane w tych samych warunkach. Poza tym fałszywa odpowiedz pozytywna przypisywana jest antygenom B. W naszym przypadkukontrola pod mikroskopem nie wykazała różnic w natężeniu aglutynacji pomiędzy A i B. Z drugiej zaś strony poprzednie badania hematologiczne wykazały; ze krew na Całunie zachowała się w doskonałym stanie, bez żadnego śladu zanieczyszczeń, prawdopodobnie ze wzglądu na powstrzymującą je obecność aloesu i mirry Nie można tez zaprzeczać istnieniu w starożytności właściwości B, ponieważ wszystkie badania dowodzi czegoś wręcz odwrotnego. Jako jedną z ostatnich rozpoczęto analizę polimorfizmu DNA, przeprowadzoną w dostosowanym do tego laboratorium Instytutu Medycyny Sądowej w Genui. Badanie potwierdziło wysoki poziom zanieczyszczenia męskim i żeńskim DNA, to ostatnie odnosi się do kobiet, które wielokrotnie naprawiały uszkodzone znalezisko. Wynik pozwala jednak przypuszczać, iż ostateczne badania przeprowadzone na większej ilości chronionych miejsc płótna (np. tych, znajdujących się pod latami) dowiodą dokładnej typologü pierwotnych śladów Szczęśliwe wyniki badań, których celem było odnalezienie obecności krwi na Całunie, nie dotyczą delikatnego problemu utworzenia się wizerunku.

Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych trwają w przekonaniu, ze barwa jest wynikiem procesu degradacji włókien lnu, dokładnie tak, jak gdyby proces starzenia był bardziej widoczny w miejscach zabarwionych. Jak lepiej zobaczymy sprawa nie jest taka prosta i prawdopodobnie także, i ona wiąże się z obecnością aloesu i mirry W rzeczywistości teza o radykalnym i trwałym wykluczeniu obecności wszelkiego śladu materiałów obcych w miejscach wizerunku nie jest przekonywująca. Z badań Baima Bollone, wykonanych w roku 1978 na pobranych włóknach, wynika, iż styczne włókien lnu wykazują zabarwienia również poza hematycznym wizerunkiem.

Poza tym aktywacja neutronowa, prowadząca do zatrzymania antymonowego wskaźnika obecności aloesu i mirry, wykazała ich znaczne nagromadzenie na włóknach Całunu. Na koniec badania przeprowadzone przy użyciu bardzo wrażliwych antysurowicznych ciał potwierdziły obecność śladów tych substancji we włóknach wizerunku. Potwierdzenie obecności tych właśnie substancji pochodzi z eksperymentów pulijskiego syndonologa, Gaetano Intrigillo, który dowiódł, ze tylko na materiale nasączonym uprzednio roztworem wodnym aloesu i mirry powstają te zębate aureole, które na Całunie pozostawiła woda użyta do gaszenia pożaru w Chambery

Identyfikacja pozostałych śladów

Przejdźmy do problemu identyfikacji pozostałych śladów. Już Eula w czasie wystawienia w roku 1931 dostrzega na powierzchni płótna drobne kolonie grzybów Chodzi tu o populację żywych pasożytów które mogą stworzyć pewne problemy przy konserwacji płótna, ale które z pewnością nie są wskazówką odnoszącą się do pochodzenia Całunu.

W roku 1977 po raz pierwszy zostaje poddany badaniom pod elektronowym mikroskopem skaningowym mały fragment pobrany przez księżną Klotyldą w czasie naprawiania Całunu w roku 1868 i od tamtej pory przechowywany w relikwiarzu. Na poziomie badań mikroskopijnych zostaje potwierdzona obecność dużych ilości materiału obcego, m.in. grzybni oraz zarodników, który już wcześniej odnotował Frei w roku 1973. Należy dodać, ze sam Frei w wyniku badań próbek z roku 1973, a następnie z roku 1978 odkrywa nie tylko pyłki, lecz także fragmenty włókien roślinnych, zarodniki grzybów oraz cząsteczki mineralne. Stosunkowo niedawno L. A. Garza Ualdes i Faustino Cervantes-Ibarrola zidentyfikowali na niektórych starożytnych znaleziskach oraz na odcinku samoprzylepnego plastra pobranego z Całunu w roku 1978 obecność grzyba Lichenotela, który odkłada na powierzchniach warstwą ciągłą złożoną z wapnia, kaolinu, manganu, żelaza i krzemu.

Poszukiwania prowadzone w roku 1978 pozwoliły na zidentyfikowanie jeszcze innych mikrośladów przylegających do płótna. Chodzi tu o ziemiste pozostałości, znajduje się na wysokości nosa, lewego kolana oraz stóp, co potwierdza, iż Czlowiek z Całunu szedł boso i prawdopodobnie przewrócił się. Ślady na stopach składają się z rombowych kryształków aragonitu, minerału złożonego z węglanu wapnia ze śladami strontu oraz żelaza, zbliżonego do tego, który znajduje się na terenach Jerozolimy

Cechy somatyczne Człowieka z Całunu


Biologicznych badaczy najbardziej zajął problem rekonstrukcji aspektu fizycznego Człowieka z Całunu. Uwaga naukowców skupiła się przede wszystkim na ocenie wzrostu, podstawowego elementu wszelkich wniosków dotyczących typów strukturalnych i antropologicznych. Odcisk wierzchniej części wizerunku zwłok na Całunie, który - jak wiadomo - jest niepełny ponieważ brakuje w nim końcowej części stóp, mierzy 195 cm; wizerunek spodni 202 cm. Jest rzeczą oczywistą, ze z takich danych metrycznych nie można wywnioskować, iż Czlowiek z Całunu był wysoki.

Aby przyjąć takie stwierdzenie, należałoby przede wszystkim wykluczyć fakt, iż wraz z upływem czasu tkanina lniana ulęgła wyciągnięciu wzdłuż swojego większego boku. W związku z tym trzeba zauważyć, ze zachowała ona w idealnym stanie równowagę proporcji pomiędzy poszczególnymi swoimi częściami, a zatem możemy wykluczyć teorię znaczących tu odkształceń. A oto dane wynikające z opracowań: Vignon utrzymywał, ze Czlowiek z Całunu liczył 180 cm wzrostu, Barbet - ze 178, a Judica-Cordiglia - ze 181. Gedda, po dokładnym wymierzeniu całunowego wizerunku, stwierdził, ze wzrost Człowieka z płótna wynosił 183 cm. Od tych obliczeń wyraźnie odcina się Ricci, który na podstawie złożonej oceny odcisku wierzchniego i spodniego, stwierdził, iż Czlowiek z Całunu miął 162 cm wzrostu.

Według tego uczonego długość odcisku spodniego jest większa o około 50 cm od długości rzeczywistej, ponieważ płótno dopasowało się do owalu czaszki, wygięcia szyi, wypukłości pośladków łydek oraz podeszwy stóp. Powyższa teza budzi jednak wątpliwości i zakłopotanie; jeżeli prawdą jest, jak się wydaje, że odcisku na Całunie nie powstały wyłącznie w wyniku bezpośredniego kontaktu z nim ciała, lecz także na odległość, to nie istnieje żaden powód takiego odejmowania. Nie ma zresztą antropologicznych powodów dla potwierdzenia hipotezy Ricciego. Pomysł, iż wysoki wzrost nie odpowiada etnicznym cechom żydowskim, pozbawiony jest wartości naukowej. Nawet jeżeli chcielibyśmy przyznać dziś istnienie fizycznego typu "palestyńsko-śródziemnomorskiego", musimy upewnić się, jakie cechy etniczne posiadali mieszkańcy Palestyny w epoce Jezusa. Istniej&127; dostateczne powody aby uznać za udowodnione, ze autentyczne cechy semickie, współcześnie zachowały się na dużych obszarach w głębi Jemenu. Mieszkańcy tych regionów są szczupli i wysocy mają podłużne twarze o delikatnych rysach, a kiedy brodę i włosy noszą na wzór "nazarejski", w zaskakujący sposób upodabniają się do fizycznego typu Człowieka z Całunu.

Warto również przypomnieć, ze w hebrajskiej nekropoliü w Giv'at ha Mivtar, niedaleko miasta Jerozolimy, odkryto ossuaria z pierwszego wieku po Chrystusie; odnaleziono w nich 35 szkieletów a wśród nich trzy szkielety mężczyzn, liczących 180 cm wzrostu. Reasumując i konkludując, nie ma dowodów które przeczyłyby tezie, iż wzrost Człowieka z Całunu odpowiada 180 cm, dokładnie tak, jak utrzymuje większość syndonologicznej literatury Istnieje cały szereg pojedynczych danych potwierdzających tę informację. Wywodzące się z wczesnego średniowiecza opisy miejsc świętych nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do faktu, iż płyta grobu była długa na około 250 cm i szeroka prawie na metr; wymiary te doskonale pasują i do rozmiarów Całunu i do zwłok podmiotu, liczącego 180 cm wzrostu. Należy jeszcze dodać, ze w połowie VI wieku cesarz Justynian wysłał do Jerozolimy wiernych i zdolnych posłańców aby dokładnie zmierzyli wzrost Chrystusa: otrzymane liczby pozwoliły wznieść w świątyni św Zofii krzyż wykonany ze srebra i złota, którego wysokość wynosiła 183 cm, co dokładnie odpowiada obliczeniom Geddy Przypomnijmy jeszcze, ze w kościele św Jana na Lateranie jest budka, której wysokość - według tradycji - odpowiada "mensura di Christi", tj. wzrostowi Jezusa: wysokość budki wynosi dokładnie 183 cm.

Medyczno-prawne badanie uszkodzeń

Medyczno-prawne badanie uszkodzeń urazowych, których obraz widoczny jest na wierzchnim i spodnim odcisku zwłok Człowieka z Całunu, doprowadziło do jednogłośnych wyników Mamy tu do czynienia z obtarciami skóry oraz z ranami tłuczono-szarpanymi na twarzy oraz z całym prawdopodobieństwem ze złamaniami kości nosowych, będących wynikiem kontuzji miejscowo-okręgowych; z charakterystycznymi uszkodzeniami "foremnie" zdobionymi (niczym małe ciężarki), pokrywającymi tułów oraz kończyny - prawdopodobnie możemy je odnieść do metalowych końcówek biczy; z dwoma owalnymi obrzękami występującymi na łopatce lewej oraz powyżej łopatki prawej, których to powstanie tłumaczy się niesieniem patibulum - poprzecznej belki krzyża; z małymi, punktowymi ranami na skórze głowy wywołanymi nałożeniem korony z cierni; oraz innymi okrągłymi ranami, znajdującymi się na lewym nadgarstku i na stopach, będących wynikiem przebicia gwoździami rąk i nóg; na koniec odnotowujemy rozległą ranę ciętą, zadaną po prawej stronie klatki piersiowej. Wszystkie te uszkodzenia są szczególnie charakterystyczne i otwierają szerokie pole specjalistycznym wywodom.

Przyczyny śmierci


Konieczność ostatecznego stwierdzenia przyczyny śmierci Człowieka z Całunu wynika z medyczno-s4dowego niepodważalnego orzeczenia: struktura somatyczna, zawinięta w Całun, należy do zwłok (a nie do żywego człowieka). Można to w sposób techniczny wywnioskować z ułożenia głowy opadającej na piersi tak, iż na prześcieradle nie pozostał odcisk szyi; z nienaturalnego ułożenia kończyn górnych oraz z większego ugięcia kolana dolnej koniczyny lewej w stosunku do prawej; wszystko to potwierdza stan rigor mortis (stężenie pośmiertne mięsni), to charakterystyczne zesztywnienie mięsni, które następuje po śmierci. Co się tyczy przyczyny zgonu, zainteresowanie czysto kulturowe budzi niektóre patrystyczne interpretacje, głoszące, iż Jezus miał umrzeć w wyniku wygłodzenia lub udaru słonecznego. Z bliższych nam już czasów przypomnijmy ze w roku 1847 Wilhelm Straud, prezes Roya1 Medical Society z Edynburga, wysun4l hipotezę, że śmierć Jezusa została spowodowana pęknięciem serca, które sparaliżowane przez rozpacz i fizyczny ból, biernie się poszerzało aż pękło; jednak aktualna wiedza medyczna nie wykazuje, iż zdrowe serce może rozedrzeć się pod wpływem ciśnienia krwi w komorach sercowych.

Francuski chirurg, Le Bec, jako pierwszy wpadł na pomysł, ze unieruchomienie kończyn górnych, przybitych do patibulum, co ma miejsce przy ukrzyżowaniu, wywołuje mechaniczne ograniczenie procesu oddychania. To Hynek, który w czasie I wojny światowej 1915-1918 służył w armii austro-węgierskiej, opowiedział o szczególnej i straszliwej karze, polegaj4cej na zawieszaniu za ręce żołnierzy w taki sposób, iż dotykali podłoża tylko końcami stóp. W ciągu zaledwie kilku minut następowało mechaniczne zaduszenie, które zmuszało do odcięcia skazanego zanim syndrom asfiksji stal się nieodwracalny Kara ta była stosowana ze śmiertelnymi konsekwencjami w obozie koncentracyjnym w Dachau. Hipoteza mówiąca, ze ukrzyżowanie wywołuje śmierć przez mechaniczne zaduszenie, została przyjęta przez większość późniejszych badaczy.

Na I Międzynarodowym Kongresie Naukowym w roku 1950 niemiecki radiolog, Módder, przedstawił relację, zawieraj4c4 wyniki badań, przeprowadzonych na własnej osobie oraz na swoich współpracownikach. Autorowi udało się wykazać, ze u ludzi zawieszonych za kończyny górne w niższych partiach ciała gromadzi się krew która z trudem powraca do serca, co wywołuje znane w medycynie zjawisko, określane terminem ortostatycznej zapaści. Przy uważnej analizie nie wydaje się, żeby istniała jakakolwiek rozbieżność pomiędzy hipotezę asfiksji a ortostatycznej zapaści; mogą one razem współistnieć. Ukrzyżowanie istotnie powoduje zaburzenie mechanicznego porządku ruchowego klatki piersiowej oraz, w wyniku siły grawitacji, przepony co wywołuje prawdziwą asfiksję, spowodowanąą unieruchomieniem klatki piersiowej.

Niektóre nowoczesne traktaty z zakresu medycyny sądowej, wymieniając różne formy asfiksji urazowej, podają również ukrzyżowanie: a to dlatego, iż w przypadku człowieka ukrzyżowanego wysiłek związany z uniesieniem kończyn górnych, za którym idzie naciągniecie pasa łopatkowego, osłabienie mięsni kręgowych oraz pasa barkowego powodują podnoszenie się i unieruchomienie żeber; z drugiej zaś strony siła grawitacji, która oddziaływuje na wnętrzności w jamie brzusznej (a zwłaszcza w wątrobie) wywołuje postępującą redukcję ruchów przepony aż do całkowitego jej unieruchomienia. Oto najważniejsze aspekty w wyniku których ukrzyżowanie staje się przyczyną unieruchomienia klatki piersiowej z następującym po tym syndromie asfiksji.

Medycyna sądowa naucza, iż w przypadku asfiksji mechanicznych obok niedotlenienia powstają objawy nerwowe oraz kardiocyrkulacyjne. Te ostatnie w asfiksjach wywolanych unieruchomieniem klatki piersiowej charakteryzują się postępującym nagromadzeniem krwi w najbardziej nachylonych miejscach ciała, ze skłonnością do zapaści ortostatycznej. Dalsze postępowanie badań pozwoli z pewnością na udoskonalenie streszczonych przez nas pojęć. W tym miejscu należy podkreślić, ze nie istnieje dzisiaj żaden biologiczny aspekt Całunu, który nie znalazłby dokładnej odpowiedzi w medycynie sądowej. Z drugiej strony zaś wnioski medyczno-prawne, zawarte w niniejszym opracowaniu, odpowiadają danym znajdującym się w Piśmie św, wiedzy archeologicznej oraz innym naukom fizyczno-chemicznym i informatycznym, jak wynika to z poszczególnych części, poświęconych różnym dziedzinom nauki, tego opracowania.


--------------------------------------------------------------------------------

Artykuł pochodzi ze strony internetowego klubu dyskusyjnego -
Alien Hunters Organization (AHO)

/kopia artykułu jest na stronie http://bogowie.org.pl/
Edytowane przez shuboshi dnia 17-02-2007 00:24:04
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
syllas82
Użytkownik

Dodane dnia 18-02-2007 10:10:27
jak widać ile by nie grzebali to i tak nieda się udowodnić autentyczności całunu, ba najpierw trzeba by naukowo udowodnić istnienie Jezusa...

Wszystko niestety musi opieraćsię na wieże nawet spekulacje co do całunu, graala, nessi, skarbów trzeciej rzeszy etc etcsmiley


Cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos...
7749067 Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 27-02-2007 16:02:10
no i znów mamy problem: wiadomo iż w czasach rzymskich (pisałem już na forum )wielu ludzi było w ten sposób uśmiercanych i nie byli to tylko złoczyńcy ale równierz buntownicy,jak i niewygodni świadkowie. polecam obejrzenie filmu p.t. Pytanie do Boga. Być może to zwróci waszą uwagę w kierunku mojego podejścia do tej sprawy. nie myślcie tylko że ja nie wierzę w boga. Wręcz przeciwnie ale wychodzę z założenia że poto bóg nam dał umysł abyśmy z niego korzystali w poszukiwaniu prawdy.
a może Bóg sam jest prawdą której ja szukam ? może nie jest tym co wiemy i o czym nas uczą ? czemu nie pokazał się mojrzeszowi na górze synaj ? i powiedział o sobie Jestem Który jestem a reszta jest po to aby człowiek (homo sapiens) istota rozumna? mógł lepiej zrozumieć Kim Jest BÓG?




ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
shuboshi
Administrator

Dodane dnia 28-02-2007 19:39:55
Jeszcze odnośnie autentyczności Całunu i udowodnienia istnienia Jezusa i Jego Zmartwychwstania ...Polecam bardzo ciekawe (i obszerne ) opracowanie "Sprawa zmartwychwstania" Josh McDowell (amerykański profesor, w sposób b. przekonywający udowadniający historyczny fakt istnienia i Zmartwychwstania Jezusa) .Po raz pierwszy w jęz.polskim opracowanie to pokazało się na stronie www.korespondent.pl . liczy ono 130 stron.
Jeżeli ktoś chce przestudiować to opracowanie ( ja przeczytałem je "jednym tchem") - proszę o kontakt.


Kto pozna Słowo, pozna wszystkie tajemnice tego świata...
Edytowane przez shuboshi dnia 28-02-2007 19:41:37
http://shuboshi.webpark.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 10-03-2007 20:39:45
Chciał bym na chwilkę wrócić do "Badanie ogólne Całunu Lirey rok 1353" a dokładniej do śladów krwi i jej grupy owszem metody badania są tak wspaniałe iż pozwalają nam określić że jest to krew człowieka dalej nawet możliwe staje się to skąd taki człowiek pochodził (tu należy wspomnieć tzw. rejonizację krwi) ale nie można jednoznacznie przypisać właściciela krwi, wiele osób ma taką samą grupę krwi (dlatego są możliwe transfuzje) ty jako osoba zajmująca się troszkę medycyną ( byłem na twojej stronie) smileypowinieneś wiedzieć więcej na ten temat tak że jesli się mylę to proszę mnie poprawić. otóż nie można na tej podstawie określać iz Całun był płutnem grobowym Jezusa Chrystusa, nikt w tamtych czasach nie zajmował się tak dokładnie badaniami ani zapisywaniem grupy krwi.
a tym bardziej nie ma nigdzie zapisanej (nawet w ewangelii) grupy krwi pana Jezusa. wzrost również można wten sposób podważyć


ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
sheryf32
Użytkownik

Dodane dnia 14-03-2007 12:50:15
Właśnie powoli czytam i analizuję "Sprawę zmartwychwstania" wnioski będą pó]źniej tylko pytanie czemu kościół cały czas twierdzi że całun jest płótnem grobowym Chrystusa. Czy jest dalej tak zacofany czy zna inną prawdę do której nie chce dopuścić zwykłych śmiertelników a na newsa chętnie zajżę.


ktokolwiek bierze miecz
ginie od miecza.
a kto nie bierze miecza, albo z rąk go wypuszcza
ginie na krzyżu.

Edytowane przez sheryf32 dnia 18-03-2007 23:18:16
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
piko
Użytkownik

Dodane dnia 26-03-2007 12:58:52
Ja słyszałem, że badania całunu turyńskiego izotopem węgla C14, mówią o tym że całun pochodzi ze średniowiecza. Słyszałem także, że ten całun wykonał jakiś fałszerz. Jeżeli wierzyć temu co powiedziałem to fałszerz musiał być naprawdę genialny bo jak wiadomo techniką komputerową można wykonać trójwymiarowy obraz, który móżna nałożyć na całun (czy jakoś tak), ale właśnie tutaj nasuwa mi się pytanie: skąd w średniowieczu technika komputerowa? i dlaczego wierzyć, że całun turyński pochodzi ze średniowiecza? skoro sami naukowcy mówią, że metoda badania całunu izotopem węgla nie jest w 100 % pewna...
8509836 Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
ten_taaa_kel
Użytkownik

Dodane dnia 27-03-2007 13:11:34
Ja słyszalem, że te badania nie są takie pewne i czesto sie mylą przy badaniu tkanin. Na całunie podobno zaleziono pyłki roslin które wytępuja w Ziemi Świetej. Podobno też całun był pierwowzorem dla artystów przy malowaniu wizerunku Chrystusa i pojawia sie już w wieku chyba I bą II jako apokryfy. Druga sprawa to ten fałszerz nie mógł tego by wykonać bo żadna w tym okresie z metod nie pozwalała mu na to smiley oraz nie znano w tym okresie zasad perspektywy jakie są "użyte" na całunie


Ortografia, bardzo proszę używajcie Word'a, Open Office'a lub Mozilli


Nie ma Emocji jest Spokój
Nie ma Ignorancji jest Wiedza
Nie ma Pasji jest Pogoda Ducha
Nie ma Śmierci jest Moc
Edytowane przez Templariusz dnia 27-03-2007 13:32:09
- - - www.porytkon.pl Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Nowe spojrzenie na historię Całunu
piko
Użytkownik

Dodane dnia 27-03-2007 13:51:56
Najpierw porządnie przeczytaj a potem pisz. Ja powiedzałem że ten fałszerz !!!jeżeli był!!! to musiał byś GENIUSZEM. A o badaniach izotopem węgla C14 także powiedziałem że to nie jest 100% pewność bo sami naukowcy to powiedzieli, więc co chciałeś jeszcze powiedzieć?
8509836 Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 1 z 6 1 2 3 4 > >>
Skocz do Forum:
 
Reklama

Copyright© Zakon Rycerzy Świątyni (1997-2006) 2006-2010


2,838,721 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.6 || EP IV by eXtreme Crew